Hania i Chinmay. Tak, to ich wesele miałem okazję i zarazem przywilej uwiecznić. Tak wesołego, przepełnionego szczęściem, miłością i poczuciem humoru wesela nie byłem jeszcze świadkiem. Ale wróćmy do początku.

Hanie pierwszy raz poznałem na programie studenckim Erasmus, kiedy razem studiowaliśmy na Uniwersytecie w Usti nad Labem. Po ponad 10 latach napisała do mnie prosto z Kanady (obecnie tam miesszka z mężem), z zapytaniem o termin i chęć współpracy. Oczywiście bez wahania się zgodziłem i w 5 minut dogadaliśmy szczegóły. Ciekawostką jest, że był to drugi ich ślub. Chinmay pochodzi z Indii jednak na codzień zamieszkuje w Kanadzie. Tam też odbył się ich pierwszy ślub, natomiast tradycja, religia i pewnie „obowiązek” spowodowało to, że typowo polski ślub musiał się odbyć i się odbył! Ale w jaki sposób!

Miejscem przygotowań był dom Panny Młodej, gdzie oczywiście stawiła się cała rodzina. W międzyczasie przybyli rodzice Chinmaya, którzy dotarli do nas prosto z Kanady. Ciekawostką jest to, że podczas błogosławieństwa Para Młoda musiała dotknąć stóp Ojca Pana Młodego. W ten sposób okazuje się szacunek oraz prosi o błogosławieństwo.

Kościół w Górce Duchownej to idealne miejsce, aby pokazać polską tradycję. Ceremonia odbyła się w bocznej kapliczce. Wartym uwagi jest fakt, że Chinmay praktycznie nie znając polskiego dał radę i cała przysięga odbyła się w języku ojczystym. Pomijam fakt, że odczytanie kilku wersów spowodowało wielki uśmiech na twarzach przybyłych gości 😀

Po części oficjalnej ruszyliśmy w kierunku sali Rueda w Buczu. To piękne miejsce tryskało energią do rana. Parafrazując stare polskie przysłowie – tańce, hulańce, swawole 🙂 Zobaczcie sami poniżej!

Sala weselna:  Rueda Bucz